

Alicja
europeistyka, II rok

Myślałam, że będziemy siedzieć sobie i rozmawiać. Grubo się pomyliłam.

Po maturze przeprowadziłam się do Warszawy. Od początku wiedziałam, że na pewno chcę studiować coś związanego z politologią, dyplomacją, naukami społecznymi. Wybór nie był dla mnie oczywisty. Dostałam się na wiele uniwersytetów – zarówno w Warszawie, jak i w innych miastach. Miałam znajomych – również z mojego miasta – którzy studiowali i czynnie działali na UKSW. Stwierdziłam, że raz się żyje i wylądowałam właśnie tutaj.
Przyszedł dzień inauguracji roku akademickiego. Umówmy się, że początek roku szkolnego w liceum nie robi na nikim większego wrażenia. Tutaj, na uniwersytecie jest inaczej: wchodzisz do wielkiej auli, atmosfera jest podniosła i uroczysta. Człowiek uświadamia sobie: „no dobra, te studia chyba się już zaczęły!” Na początku to może onieśmielać, ale potem można się zorientować, że studia wcale tak straszne nie są. To atmosfera, która rzeczywiście jest bardziej poważna, ale wcale nie przytłacza.
Wszystko zaczęło się fantastycznie. Mieliśmy zajęcia z jednym z adiunktów w naszym Instytucie Nauk o Polityce i Administracji. Najbardziej zapamiętam z nich nasz kontakt z wykładowcą. Masa uśmiechu i ciekawe żarty, które miały rozluźnić atmosferę i bardzo indywidualne podejście, bo prowadzący chciał nas bliżej poznać. Każdego z nas zapytał, jak to się stało, że tutaj studiujemy i co chcielibyśmy robić w przyszłości. Powiedziałam, że bardzo chciałabym działać międzynarodowo, więc pierwszą rzeczą, którą zrobił dla mnie dr Bartosz Rydliński było zaciągnięcie mnie – praktycznie za rękę – do Działu Współpracy Międzynarodowej.
Na jednym z wykładów pojawili się studenci ze starszych roczników by opowiedzieć o działalności koła naukowego. Początkowo byłam do tego sceptycznie nastawiona – koła naukowe pamiętałam z liceum bardziej jako kółka zainteresowań, czy jakieś koło teatralne. Myślałam, że będziemy siedzieć sobie i rozmawiać. Grubo się pomyliłam.

Trafiłam do Koła Naukowego Badań nad Europą. Stało się ono moi napędem. Zaczęłam publikować artykuły, współorganizowałam wydarzenia, zarządzałam social mediami.

Potem sama organizowałam i prowadziłam wydarzenia, a w tym roku zostałam wiceprezeską naszego koła. Przyjęłam propozycję chłopaków z zarządu z przyjemnością i myślę, że to jedna z najbardziej rozwojowych rzeczy, które dał mi ten uniwersytet.
Prowadzenie dużego koła naukowego jest trochę jak zarządzanie firmą. Nasze koło liczy prawie 90 osób, co niesie ze sobą wielką energię, ale również wiele wyzwań logistycznych. Trzeba tworzyć zespoły, które będą działały w różnych kategoriach, podzielić pracę, żeby wszystkie działania były sprawnie realizowane i każdy wiedział, co ma robić. W firmach motywacją jest oczywiście wypłata, ale my też mamy swoje sposoby. Jeśli zaangażujesz się, dostaniesz wiele możliwości. Kontakty, doświadczenie, wizyty studyjne w ambasadach, udział w debatach w Sejmie RP, czynny udział w konferencjach uniwersyteckich. Aktywność w kole jest też brana pod uwagę do stypendium Rektora.
Staramy się szukać niestandardowych sposobów, żeby zainteresować studentów tym, czym się zajmujemy. Ostatnio wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić naklejki, na których będą memy z cytatami polityków.
Wydarzenia, które zapamiętam, bo zapierały dech w piersiach chyba wszystkim, to spotkania z dziennikarzami – Bogdanem Rymanowskim czy Agnieszką Gozdyrą. Aula wypełniona po brzegi, ludzie siedzieli na schodach i na podłodze, bo nie było już wolnych krzeseł. Teraz planujemy konferencję z afgańskim dziennikarzem mieszkającym we Francji. Prywatnie jest moim znajomym, którego poznałam cztery lata temu na Światowych Dniach Młodzieży w Lizbonie. Doświadczyliśmy ogromnego wsparcia ze strony uniwersytetu, pani prorektor Anna Fidelus była pełna uznania dla tej inicjatywy. Rozmowa zaczęła się od szukania rozwiązania, a nie stawiania barier. Mieliśmy poczucie, że władze uniwersytetu widzą potencjał w każdym naszym pomyśle. Dobrym przykładem wsparcia od uczelni jest Centrum Wsparcia Studenta, czy cudowne panie w dziekanacie na naszym Wydziale Społeczno-Ekonomicznym.
Koło daje też możliwość działania w międzynarodowym środowisku, na czym zależało mi od samego początku. To nie tylko ogromna satysfakcja, ale także szansa na poznanie odmiennej perspektywy – studentów i wykładowców z innych państw. Teraz przygotowuję się do wyjazdu na Erasmusa do Salerno. Pomysł zrodził się z mojej miłości do Włoch, które są częścią mojego świata. Dlatego chciałbym połączyć to z uniwersytetem, który stał się moim drugim domem. Spędzam tu mnóstwo czasu, ale tego nie żałuję – nie mogę powiedzieć, że go tracę. Najlepiej czuję się w aulach – podobnie jak wiele osób z mojego roku. Wcale nie siadamy w ostatnich rzędach!
Różne formy działalności – również Samorząd Studentów – przyniosły mi mnóstwo świetnych znajomości, przyjaciół. Większość ludzi, z którymi się trzymam, nawet z innych kierunków, poznałam się po prostu wspólnie działając na Uniwersytecie.
UKSW jest świetnym wyborem zarówno dla indywidualistów, którzy szukają własnej ścieżki rozwoju i pomysłu na siebie, ale także dla tych, którzy dobrze czują się w różnorodnym środowisku. Każdy jest tu mile widziany.

Chcesz usłyszeć więcej historii pełnych pasji i pozytywnej energii?
Usłyszysz ich więcej w Strefie Kół Naukowych już podczas Dnia Otwartego UKSW
Bądź na bieżąco
Zaobserwuj nas na Instagramie
Dołącz do kanału nadawczego dla maturzystów i kandydatów na studia