Święto Wojska Polskiego obchodzone w rocznicę zwycięskiej wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., co roku jest okazją do edukacji patriotycznej, budowania etosu państwa polskiego i polityki historycznej opartej na prawdzie.
W tym roku przypada 106. rocznica zwycięstwa zwanego Cudem nad Wisłą. Obchody państwowego Święta Wojska Polskiego i rocznicy Bitwy Warszawskiej 1920 r. to nie tylko imponująca defilada w Warszawie i pikniki wojskowe w całej Polsce, ale także część historyczna i edukacyjna w Ossowie, gdzie doszło do jednej z najważniejszych bitew w dziejach Polski i Europy. Historyk, prof. Janusz Odziemkowski, związany z Instytutem Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wskazuje na wagę pogłębionej refleksji historycznej, która powinna wpływać na kształtowanie współczesnej polityki.
– W dobie narastających zagrożeń zewnętrznych, potrzebujemy patriotyzmu przemawiającego do umysłów i do serc. Żywego, gotowego do ofiarności wykraczającej poza ramy obowiązku płacenia podatków i sprzątania po wyprowadzanym na spacer psie. Takiego patriotyzmu, który jeszcze niedawno był wyśmiewany przez część naszych elit, a teraz stale jest na ustach polityków prześcigających się w wyrażaniu głębi swego przywiązania do ojczyzny – wskazuje historyk.
Święto Wojska i tradycje patriotyczne
Tegoroczna defilada Wojska Polskiego będzie wielkim pokazem sił zbrojnych. Potwierdzono udział blisko 2 tys. żołnierzy, 300 pojazdów, 60 statków powietrznych, w tym samoloty F-35, FA-50 i F-16 oraz 20 okrętów. Prezentowane będą wojska lądowe, siły powietrzne, marynarka wojenna, wojska specjalne i wojska obrony terytorialnej. Ministerstwo Obrony Narodowej podkreśla, że Święto Wojska Polskiego łączy cały naród w duchu patriotyzmu, a w tym roku przypada także 160. rocznica urodzin dowódcy Bitwy Warszawskiej, gen. broni Tadeusza Jordana-Rozwadowskiego – wybitnego polskiego wojskowego, który ma ogromne zasługi dla zwycięstwa Polski w wojnie z bolszewikami.

– Gen. Tadeusz Rozwadowski, od trzeciej dekady lipca 1920 r. Szef Sztabu Generalnego, jako znakomity sztabowiec docenił zalety planu Naczelnego Wodza uderzenia na lewe skrzydło wojsk Tuchaczewskiego. Bronił go w dyskusjach z oficerami Francuskiej Misji Wojskowej, którzy – wspierani przez gen. Józefa Hallera – zdecydowanie optowali za uderzeniem od północy na prawe skrzydło wojsk bolszewickich. 6 sierpnia Rozwadowski przedstawił Piłsudskiemu dwa warianty: koncentrację wojsk w rejonie Mińska Mazowieckiego lub nad Wieprzem – relacjonuje prof. Janusz Odziemkowski.
Decyzje w momencie zagrożenia wojennego wymagały ogromnej odwagi i wzięcia odpowiedzialności za losy ojczyzny.
– Piłsudski wybrał drugi wariant cofając koncentrację Grupy Uderzeniowej za linię rzeki Wieprz. Dostrzegał ryzyko, ale uważał, że ofensywa pod Mińskiem tylko odrzuci Armię Czerwoną od Warszawy, zaś uderzenie znad Wieprza na głębokie tyły nieprzyjaciela może zniszczyć jego główne siły i zadecydować o dalszym biegu wojny. Sztab Generalny pod kierunkiem gen. Rozwadowskiego, zaledwie w ciągu kilku dni opracował szczegóły planu bitwy i przegrupowania wojsk – mówi historyk.

Prof. Janusz Odziemkowski wskazuje bardzo dobrą współpracę Naczelnego Wodza i szefa Sztabu Generalnego w czasie Bitwy nad Wisłą oraz ogromne tempo polskiej kontrofensywy, którą osobiście kierował Piłsudski, jako kolejne ważne czynniki polskiego zwycięstwa.
– Znaczące było też doskonałe dowodzenie gen. Władysława Sikorskiego, który nad Wkrą pobił blisko trzykrotnie silniejszego nieprzyjaciela, wywołując frustrację Tuchaczewskiego – dodaje Profesor.
Wysiłek polskiego żołnierza i złamanie szyfrów
Do rąk ekspertów trafiają ciągle nowe dokumenty, na podstawie których możemy zobaczyć szerszy kontekst wydarzeń. Już dzisiaj wiemy, że polska kontrofensywa udała się między innymi dzięki znajomości planów i rozkazów strony rosyjskiej oraz umiejętności wykorzystania tej wiedzy przez polskie dowództwo. Według odnalezionych i ujawnionych dokumentów Centralnego Archiwum Wojskowego, już we wrześniu 1919 r. szyfry Armii Czerwonej zostały złamane przez porucznika Jana Kowalewskiego. Jednym z wielkich sukcesów polskiego wywiadu w okresie bitwy warszawskiej było przechwycenie i odszyfrowanie radiodepeszy dowództwa XVI Armii Czerwonej z 13 sierpnia, dotyczącej zajęcia Warszawy.

– Należy też pamiętać o wielkim wysiłku polskiego żołnierza, który w trakcie bitwy potrafił w walce maszerować po 40–50 kilometrów na dobę, doprowadzając do zupełnego wyczerpania znanego z wytrzymałości żołnierza rosyjskiego – podkreśla prof. Odziemkowski. – Lord Edgar Vincent D’Albernon, brytyjski dyplomata i szef misji międzysojuszniczej, zapisał w 1920 r., że polscy żołnierze, źle zaopatrzeni, często bez butów, pokonywali odległości niedostępne dla żołnierzy państw Ententy.

Do tego doszły błędy Tuchaczewskiego, uważanego za jednego z najzdolniejszych dowódców Armii Czerwonej, który zignorował meldunki wskazujące, że Polacy mogą dokonywać koncentracji sił na lewym skrzydle jego wojsk. Zbyt późno dostrzegł zagrożenie i bagatelizował je w głębokim przekonaniu, że armia polska jest pobita i niezdolna do przeciwuderzenia – wskazuje historyk.
Cios w Bolszewików i radość zwycięstwa
Po miażdżącym zwycięstwie w 1920 r. panowała w Polsce zrozumiała euforia i ulga, ale szykowały się nowe walki. W ostatniej fazie Bitwy, nad Wisłą rozpoczęto przerzut wojsk do konfrontacji z powracającą na front armią Budionnego. Józef Piłsudski był zdania, że należy zadać Armii Czerwonej decydujący cios, bowiem tak długo jak zachowuje ona zdolność do ofensywy, Rosja nie zrezygnuje z planów podboju Polski. Naczelny wódz miał rację – argumentuje prof. Janusz Odziemkowski. – Tuchaczewski obiecał Leninowi, że jeszcze jesienią zajmie Warszawę. Bolszewicy przystąpili do ściągania wielkich posiłków na front polski. Dopiero kolejne wielkie zwycięstwo polskie w bitwie nad Niemnem zmusiło Rosję do zawarcia rozejmu. Nie byłoby jednak tego zwycięstwa, gdyby nie pogrom Armii Czerwonej nad Wisłą.

Profesor Odziemkowski potwierdza, że historycy są zgodni co do tego, że przegrana Polaków oznaczałaby przekształcenie naszego kraju w kolejną sowiecką republikę. Lenin obmyślił „piękny plan dla Polski”, zakładał on postawienie przed Trybunałem Rewolucyjnym wszystkich, którzy pomagali walczyć polskiemu wojsku z Armią Czerwoną, fizyczną likwidację polskich elit, duchowieństwa i ziemian. Społeczeństwo czekałyby lata rewolucyjnego terroru, a dla polskich chłopów broniących swej ziemi, los Ukraińców morzonych głodem przez stalinowską Rosję. Zdziesiątkowany represjami naród podlegałby brutalnej indoktrynacji łamiącej sumienia, postawy, nakazującej absolutną wierność komunistycznej partii, pogardę i nienawiść do wrogów klasowych.

Powstrzymana inwazja na Europę
Podzielone są zdania co do wpływu Cudu nad Wisłą na historię Europy. Historycy zachodni przyznają, że Lenin planował po upadku Polski inwazję na inne kraje, lecz uważają to za fantasmagorię ideologa – wizje niemożliwe do realizacji. Trudno się zgodzić z takim stanowiskiem – ripostuje prof. Janusz Odziemkowski.
– Lenin planował wkroczenie Armii Czerwonej na Węgry, do krajów bałtyckich, Austrii, Czechosłowacji, pragnął „podania ręki” stłumionej, ale wciąż żywej w umysłach rewolucji niemieckiej, Stalin proponował wkroczenie do Włoch. Wszystko to miało być „uruchomione” z chwilą upadku Warszawy. 20 września 1920 r. Lenin, przemawiając do towarzyszy partyjnych stwierdził, że gdyby Polska upadła załamałby się cały system wersalski. Dlatego wojnę przeciwko Polsce uważał za najważniejszy punkt zwrotny w polityce światowej – argumentuje historyk.
Jednocześnie prof. Janusz Odziemkowski przypomina, jak kształtowały się wydarzenia polityczne latem 1920 r. Mocarstwa zachodu nie udzieliły żadnej, poza słowami, pomocy Polsce, którą uznano przecież za członka zwycięskiej koalicji.

– Skoro tak, to jakie mocarstwo wysłałoby wojska dla ratowania Węgier i Austrii, które były przeciwnikami Ententy w wojnie światowej? Kto wsparłby małe kraje bałtyckie, których nazwy z trudem docierały do głów polityków zachodnich. Austria i Węgry były praktycznie bezbronne po wydaniu sprzętu wojskowego zwycięzcom. Każdy kraj bałtycki dysponował armią nieprzewyższającą siły jednej polskiej dywizji (Polska miała wtedy na froncie 22 dywizje i szereg brygad), Czechosłowacja prowadziła politykę pełnej uległości, dobrowolnie ofiarowując bolszewikom Ruś Zakarpacką, zanim jeszcze Moskwa jej zażądała. Włochy ogarnięte były chaosem i niezadowoleniem, które niebawem miały otworzyć drogę do władzy faszystom. Jaki opór mogłyby stawić te kraje Armii Czerwonej, gdyby dokonała inwazji niosąc na sztandarach hasła wolności, równości i sprawiedliwości – pięknie brzmiące, ale nie mające nic wspólnego z bolszewicką rzeczywistością? – mówi Profesor.
„Żelazna kurtyna” podzieliłaby stary kontynent już w 1920 r., zmieniając historię Europy w kierunku trudnym do przewidzenia. Lord Edgar Vincent D’Albernon miał zatem słuszność nazywając bitwę nad Wisłą osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata – argumentuje historyk.

Jedność pomaga zwyciężać
– Latem 1920 r. świat uznał los Rzeczypospolitej za przesądzony, a nasi sąsiedzi, poza Rumunią, przyjmowali tę diagnozę z satysfakcją. Ku zdumieniu wszystkich Wojsko Polskie odniosło nad Wisłą jedno z największych zwycięstw w swojej historii. Szacuje się, że 25 tysięcy żołnierzy rosyjskich zginęło, a 60–65 tysięcy trafiło do polskiej niewoli.
– Pokazuje to dobitnie, że nigdy nie wolno załamywać rąk. Kiedy zakładamy, że czegoś nie potrafimy osiągnąć, sami przygotowujemy grunt pod porażkę – wskazuje prof. Janusz Odziemkowski. – Cud nad Wisłą przypomina nam również tę prostą prawdę, że jedność ułatwia pokonanie największych zagrożeń, podziały zaś prowadzą ku zgubie. Również nadmierna ufność w pomoc mocarstw może przynieść gorzkie rozczarowanie. Gdyby nasi przodkowie w 1920 r. na niej opierali nadzieje ocalenia utracilibyśmy dopiero co odzyskaną niepodległość, a konsekwencje przegranej mogły okazać się tragiczne dla narodu.

Prof. Janusz Odziemkowski docenia twardy opór Polski w obliczu sowieckiej inwazji, który na blisko 20 lat zatrzymał marsz bolszewickiej Rosji na Zachód i uratował niepodległość wielu krajów w naszej części Europy. Podczas II wojny światowej w Jałcie nasi sojusznicy oddali Rzeczpospolitą do sowieckiej strefy wpływów (podobnie jak inne kraje Europy środkowo-wschodniej) w zamian za obietnicę trwałego pokoju i powojennej prosperity.
– Ustępstwa poczynione Stalinowi doprowadziły do najbardziej konfliktogennego okresu w znanej nam historii człowieka, a wojny toczone w różnych częściach globu w latach 1946-1989 pochłonęły więcej ofiar niż obie wojny światowe razem wzięte. Dzisiaj, w dobie rosyjskiej inwazji na Ukrainę, musimy pamiętać jak gorzkie mogą być owoce „ugłaskiwania” agresywnego mocarstwa – podsumowuje prof. Janusz Odziemkowski, wskazując wagę budowania wewnętrznej siły, wspólnoty narodowej i pielęgnowania wartości patriotycznych.
Na pytanie, jaką politykę historyczną wewnętrzną i zewnętrzną powinniśmy prowadzić, prof. Janusz Odziemkowski odpowiada, nawiązując do wartości moralnych:
– Przede wszystkim opartą na prawdzie, bo prawda najsilniej przemawia do wyobraźni i zapada w pamięć. Wolną od wpływów ideologicznych, bo te zazwyczaj starają się prawdę zniekształcać. Pozbawioną triumfalizmu, ale także bicia się w piersi za winy niepopełnione. Powinniśmy uczyć się na własnych błędach i mamy prawo czuć dumę z tego co nasi przodkowie zrobili pożytecznego dla dobra ojczyzny i społeczności międzynarodowej.

Prof. Janusz Odziemkowski historyk, wykładowca akademicki i urzędnik państwowy, były szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Zajmuje się badaniem historii powszechnej oraz historii Polski XIX i XX wieku, historią polityczną, historią wojskowości i konfliktami zbrojnymi.