Przejdź do treści

Łukasz
historia

Na studia można wrócić po latach. Zwłaszcza jeśli historia cały czas depcze ci po piętach.

Historia to pasja mojego życia. Zaszczepił ją we mnie dziadek, kiedy byłem jeszcze małym kajtkiem. To on pierwszy pokazał mi, że przeszłość może być fascynująca. Później, jak u wielu przyszłych historyków, był oczywiście Wołoszański w telewizji, książki, programy historyczne i wszystko, co tylko dało się znaleźć. 

Z czasem czytanie przestało mi wystarczać. Pojawiła się rekonstrukcja historyczna i nagle odkryłem, że historii można nie tylko się uczyć. Można jej dotknąć, a czasami wręcz ją powąchać. Później przyszły stowarzyszenia, edukacja historyczna i prawie dziesięć lat pracy w Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie. 

Było więc właściwie wszystko. Oprócz jednego. 

Studiów historycznych. 

Podejścia do studiowania miałem wcześniej dwa. Najpierw politologia ze specjalizacją europejską. Bardzo ciekawa, bo trafiliśmy akurat na czas wchodzenia Polski do Unii Europejskiej. Niestety życie rodzinne pokrzyżowało wtedy moje plany. 

Później, kiedy pracowałem już w muzeum, usłyszałem: „Panie Łukaszu, może warto jednak zrobić te studia?”. W moim rodzinnym Ciechanowie wybór nie był wtedy szczególnie imponujący, więc trafiłem na pedagogikę. Wytrzymałem rok. 

Nie przekonywał mnie argument: „Wszystko jedno, jaki kierunek pan skończy, ważne, żeby był papier”. Dla mnie to nie jest studiowanie. Studia powinny być czymś, co naprawdę chcesz zgłębiać. Skoro masz poświęcić kilka lat życia na naukę, to dobrze byłoby przynajmniej lubić to, czego się uczysz. 

Na historię ciągle jednak brakowało czasu. 

Praca, rodzina, stowarzyszenia, rekonstrukcja, życie. Wszystko wokół historii – tylko nie studia historyczne. 

 

Aż w końcu, gdy miałem 38 lat, pojawiło się trochę więcej przestrzeni. Pomyślałem wtedy: „Albo teraz, albo już naprawdę nigdy tego nie zrobisz”. I poszedłem studiować historię. Stacjonarnie. 

Na studia nigdy nie jest za późno  

UKSW wybrałem świadomie. Spodobał mi się program, który mogłem pogodzić z dorosłym życiem i pracą. Były też dwa bardzo konkretne argumenty: historia Mazowsza, szczególnie średniowiecznego, która od lat jest moją pasją w pasji, oraz łacina. 

Chciałbym kiedyś samodzielnie pracować ze źródłami. No i zawsze warto wiedzieć, czy ktoś przypadkiem nie obraża cię po łacinie. 

Wracałem na uczelnię po wielu latach i nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Większość osób na moim roku jest ode mnie młodsza, ale szybko okazało się, że różnica wieku nie ma większego znaczenia. 

Jestem studentem jak każdy. Przed sesją stresuję się jak wszyscy. W październiku również obiecuję sobie, że tym razem będę uczył się regularnie. 

Bo czym różni się maturzysta od studenta? Maturzysta uczy się osiem miesięcy, ewentualnie cztery. Student – ostatnie dwa tygodnie przed sesją. 

Największe zaskoczenie przyszło jednak gdzie indziej. Zaczynając studia, miałem poczucie, że o historii wiem już całkiem sporo. W końcu zajmowałem się nią od lat, pracowałem w muzeum, rekonstruowałem, prowadziłem działania edukacyjne. 

Studia bardzo szybko pokazały mi, ile jeszcze nie wiem. Akademickie spojrzenie na historię, sposób pracy ze źródłami i zadawania pytań naprawdę zmieniły moje myślenie. 
 

„Dla ciebie może być Janek” 

Bardzo szybko odkryłem też, że na naszym wydziale relacje między studentami a wykładowcami potrafią być całkiem normalne i pełne humoru. 

Na pierwszym roku mieliśmy zajęcia ze starożytności. Mezopotamia, Akad, notujemy pilnie – w końcu pierwszy rok, więc jeszcze wszyscy robimy notatki. 

Profesor podaje imię któregoś z akadyjskich władców. Kolega pyta: 

– Przepraszam, jak? 

Profesor powtarza. 

– Przepraszam, czy mógłby pan jeszcze raz? 

Profesor ponownie cierpliwie powtarza. 

– Ale przepraszam, jeszcze raz? 

Profesor spojrzał na niego i powiedział: „Dla ciebie może być Janek”. 
 

I chyba właśnie wtedy pomyślałem: dobra, jestem w odpowiednim miejscu. 

Wykładowcy mają tutaj ogromną wiedzę i naukowy autorytet, ale jednocześnie pozostają ludźmi. Można z nimi rozmawiać, dyskutować, czasami pożartować. 

Dość szybko zapisałem się też do koła naukowego. I wszystkim studentom to polecam. Tylko z jednym zastrzeżeniem: nie zapisujcie się do koła, a potem nie narzekajcie, że „nic się tam nie dzieje”. Będzie się działo, jak sami weźmiecie się do roboty. 

Działam w trzech sekcjach i staram się wykorzystywać swoje wcześniejsze doświadczenia, żeby pokazywać, że po historii można robić naprawdę różne rzeczy. Organizujemy spotkania, warsztaty i wyjazdy. Rozmawialiśmy choćby o wykorzystaniu VR i digitalizacji zbiorów muzealnych czy o tym, jak opowiadać historię młodym ludziom, żeby nie być kolejnym „smutnym panem, który przyszedł do szkoły i będzie o czymś mówił”. 

Sam rekonstrukcją historyczną zajmuję się już od dwudziestu lat. Jeśli więc podczas Dnia Otwartego UKSW widzieliście faceta zakutego w blachy, w czerwonej tunice i z białą podkową na tarczy – tak, to byłem ja. 

Staram się robić dużo. To prawdopodobnie pracoholizm i powinienem się z niego leczyć. Ale jest to przynajmniej przyjemny rodzaj pracoholizmu, bo robię to, co lubię – opowiadam historię. Jest jeszcze jedna ironia. 

Nauczyciel z wyboru i powołania 

Przez sporą część życia pracowałem z dziećmi i młodzieżą. Na studiach wybrałem sekcję dydaktyczną, odbywam praktyki w szkołach i coraz bardziej przekonuję się, że dobrze się tam czuję. 

Więc wszystko wskazuje na to, że zostanę nauczycielem historii. 

Czyli zrobię dokładnie to, przed czym przez całe życie się broniłem. 

Dzisiaj jednak mam za sobą muzeum, rekonstrukcję, stowarzyszenia i projekty edukacyjne. Czuję, że mam już nie tylko wiedzę, ale również historie, którymi mogę się podzielić. 

Moim ulubionym miejscem na UKSW jest biblioteka. Z bardzo prozaicznego powodu: tam naprawdę jestem w stanie się uczyć. 

W domu zawsze znajdę sto ważniejszych rzeczy. Otwieram książkę i myślę: najpierw pozmywam. Idę do kuchni, znajduję pięć kolejnych rzeczy i nagle jest dziewiętnasta. 

A od dziewiętnastej przecież człowiek już się nie uczy. 

Dlatego biblioteka jest idealna. Nic mnie nie rozprasza, mam pod ręką książki i wszystkie potrzebne materiały. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam pracowników bibliotek na Dewajtis i Wóycickiego. Bez was student normalnie umarłby w butach. 

To moje trzecie podejście do studiowania i zdecydowanie najlepsze. 

Jeśli ktoś w moim wieku zastanawia się, czy jeszcze warto przyjść na studia, odpowiadam: warto. Każdy ma własną historię i własny moment, w którym decyduje się zrobić coś dla siebie. 

Ja na historię czekałem długo. Najpierw były inne studia, potem praca, muzeum, rekonstrukcja, stowarzyszenia i zwyczajne dorosłe życie. 

W końcu jednak przyszedł właściwy moment. 

Dzisiaj wiem, że czasem na spełnienie starego marzenia wcale nie jest za późno. Trzeba tylko powiedzieć sobie: albo teraz, albo nigdy. 

A potem po prostu przyjść na pierwsze zajęcia. 

Nawet jeśli nie zapamiętasz imienia akadyjskiego władcy. 

Dla ciebie zawsze może być Janek.  

Gotowi na nową historię?

Jesteśmy ciekawi, jak potoczy się akcja Twojej opowieści!
Rekrutacja dodatkowa na wybrane kierunki już trwa.

Bądź na bieżąco

Zaobserwuj nas na Instagramie

Dołącz do kanału nadawczego dla maturzystów i kandydatów na studia