Przejdź do treści

MAKSYMILIAN
kierunek lekarski, 4 rok

Mogłem spełnić swoje marzenie.

O UKSW dowiedziałem się w liceum od mojej nauczycielki biologii. Powiedziała mi, że to publiczna uczelnia i ma kierunek lekarski, na który chciałem iść. Ale ten wybór był dla mnie niełatwą decyzją. Kierunek miał dopiero 2 lata – nie można było sprawdzić, jak dobrzy są lekarze po UKSW. O samej uczelni słyszałem wiele różnych opinii. W procesie rekrutacji dostałem się też na inne uczelnie, a mówiąc szczerze – UKSW był ostatni na liście. Pojechałem nawet na chwilę z moim bratem do innego miasta, w którym mógłbym studiować, żeby je zobaczyć i poczuć i… trochę mnie to rozczarowało. Jestem z Warszawy i brakowałoby mi tego – to bodziec, którego potrzebuję. Bałem się przeprowadzki do mniejszego miasta. Wybór padł na UKSW. Może nawet moje oczekiwania co do samej uczelni były mniejsze, ale… rzeczywistość zdecydowanie je przerosła! 

Poczuliśmy się doroślej 

Pamiętam dzień, gdy wszedłem tu pierwszy raz. Zapach jeszcze świeżego tynku na ścianach w nowym budynku Wydziału Medycznego. Collegium Medicum. Lekkie podekscytowanie, trochę stresu – to było dla mnie coś zupełnie nowego. Ale też zadowolenie. Zapomniałem już o innych uczelniach, byłem nastawiony na to, że przychodzę na UKSW, mam poznać nowych ludzi, rozpocząć nowy etap w życiu – to było dla mnie bardzo ekscytujące.  

Nauka w liceum i na studiach – to dwie różne rzeczywistości. Jesteśmy zupełnie inaczej traktowani. Duże wrażenie zrobiło na mnie to, że wykładowcy mówią do nas per “pan/pani”. Poczuliśmy się doroślej, ale też mam wrażenie, że narzuciło to większą kulturę zarówno w naszych relacjach z wykładowcami, jak i między nami, studentami. A jednocześnie nie zbudowało to żadnego zbędnego dystansu. 

Mój ulubiony wykładowca to chyba pan Miłosz Sołowiej i wiąże się z nim jedna śmieszna historia. To ambitny lekarz na specjalizacji, wszechwiedzący i zainteresowany literaturą, istny człowiek renesansu – ale wygląda bardzo młodo. Ja już wcześniej miałem okazję poznać go gdzieś na korytarzu, ale moi znajomi z roku jeszcze nie. Gdy weszli do sali wykładowej i zobaczyli pana Sołowieja pomyśleli, że to jeden ze studentów i zadali sobie pytanie, czy ten chłopak ma skończone 18 lat. Bardzo się zdziwili, gdy okazało się, że właśnie będzie prowadził dla nas zajęcia z fizjologii.  

Tworzymy zgraną “rodzinkę” 

Jestem bardzo zadowolony z UKSW. Kierunek lekarski daje nam możliwość pracy w kameralnej atmosferze, na roku mamy ponad 100 osób, czyli znacznie mniej, niż na innych uczelniach. To sprawia, że tworzymy zgraną “rodzinkę”. Na korytarzach widzę znajome twarze i sam jestem rozpoznawalny – dzięki temu czuję się po prostu komfortowo.. 

 

UKSW to dla mnie faktycznie drugi dom, mam tu osobowość, nie jestem tylko numerem albumu. A kameralna atmosfera daje coś jeszcze – możliwości, do których w innych miejscach nie miałbym dostępu.

Uczelnia rozwija się razem z nami 

To bardzo wspierająca i przyjazna uczelnia, pozwalająca na rozwój. Dzięki temu, że nasz kierunek jest jeszcze “raczkujący”, nowy na UKSW, nie zamykamy się tutaj w jakichś utartych schematach. Było trochę przestrzeni na eksperymenty, każdy rocznik miał trochę inny plan zajęć. Miałem poczucie, że uczelnia rozwija się razem z nami, a my w tym procesie uczestniczymy, mamy możliwość i zaszczyt kreowania planu zajęć na nowym kierunku. 

Często mówi się, że na medycynie jest duża rywalizacja studentów – tutaj tego nie czuję. Działamy w kołach naukowych, każdy może próbować swoich sił w publikowaniu artykułów naukowych, czując wsparcie i pomoc nie tylko od wykładowców, ale też innych studentów – jestem tym zachwycony. Ja jestem w Kole Naukowym “Salus Aegroti”, działającym pod opieką pani prodziekan, prof. Anny Różańskiej-Walędziak. Pani profesor jest bardzo zaangażowana. Jeśli ktoś chce rozwijać się naukowo, tutaj ma możliwość to zrobić. Przychodząc tutaj nawet nie wiedziałem o tym i nie brałem tego pod uwagę – po prostu chciałem być lekarzem przemierzającym szpitalne korytarze. Teraz już wiem, że chciałbym jednocześnie przyczyniać się do rozwoju medycyny zza biurka, pisząc prace naukowe. Myślę, że nie odkryłbym tego, gdyby nie możliwości, które dał mi UKSW. Jeżdżę na konferencje, piszę aktualnie dwie prace naukowe pod opieką pani profesor.  

Konferencja, referat i… zła prezentacja 

Do dziś wspominam historię z jednej z konferencji, na którą pojechałem w kwietniu zeszłego roku. Napisałem artykuł, byłem przygotowany, ale o jednym zapomniałem – nie skonsultowałem z panią profesor statystyki. Jednego elementu, który był właściwie podstawą mojej pracy naukowej – bez niego ona nie miała sensu. Tak jakbym powiedział, że sprzedałem komuś fantastyczny samochód, najszybszy na świecie… ale bez silnika. Pamiętam, że o północy pisałem do mojego kumpla, żeby pomógł mi ze statystyką. Zrobiliśmy to, o pierwszej w nocy wysłałem maila do organizatorów konferencji, żeby podmienili moją prezentację. Udało się. Na początku wszystko poszło super, okazało się że moja praca wygrała pierwszą sesję konkursową i dostałem się na Grand Prix, które było następnego dnia. Wchodzę tam i… okazało się, że nie podmienili mojej prezentacji na tę właściwą. Cała publiczność, specjaliści różnych dziedzin, creme de la creme, zobaczyli moją starą prezentację z zepsutą statystyką. Miałem łzy w oczach, patrzyłem na te osoby z zażenowaniem, ale wytłumaczyłem się, że nastąpił mały błąd techniczny. Ostatecznie dostałem brawa – i małą nauczkę, że muszę być przygotowany na to, że nie wszystko zawsze pójdzie idealnie.  

Mogłem spełnić swoje marzenie 

Już w gimnazjum miałem pomysł na to, żeby wyjechać na Erasmusa. Mam starszego brata, który pojechał na rok do Stanów Zjednoczonych i strasznie mu tego zazdrościłem. Czekałem tylko, aż będę mógł to zrobić i na czwartym roku udało mi się wyjechać do Lyonu we Francji. Dlaczego tam? Bo kocham tę kulturę, język, kuchnię. Rekrutacja do tego programu wymagała też osiągnięć naukowych, a ja już je miałem, właśnie dzięki działalności w kole naukowym. Mogłem spełnić swoje marzenie.  

Na Erasmusie spędziłem już pół roku i udało mi się przedłużyć mój pobyt o kolejny semestr. Co daje mi ten wyjazd? Przede wszystkim możliwość poznania różnych kultur, wielu osób, które bardzo się różnią – to możliwe już w samym akademiku, w którym mieszkam. Widzę, jak wiele wniosła w moje życie każda osoba, którą spotkałem – zarówno pod względem “prywatnym”, jak i naukowym. Poznałem jednego takiego Anglika, który bardzo pomógł mi w mojej pracy naukowej, którą pisałem, będąc tutaj, przez dwa miesiące. Bardzo poprawiłem też swój poziom językowy. Widzę swój rozwój w każdym aspekcie życia.  

Czuję, jakby Erasmus to był kamień milowy mojego życia z jednej strony jeszcze młodzieńczego, a z drugiej – już dojrzałego. Sprawdzian dorosłości. Wiem, że poradzę sobie, gdy pójdę dalej.  

Gotowi na nową historię?

To, jak potoczy się Twoja opowieść, zależy tylko od Ciebie. Rekrutacja już trwa!

Bądź na bieżąco

Zaobserwuj nas na Instagramie

Dołącz do kanału nadawczego dla maturzystów i kandydatów na studia