

Zofia
kierunek lekarski

Przyjechałam tu studiować medycynę. Znalazłam znacznie więcej.

Pochodzę z rodziny lekarsko-prawniczej. Mój dziadek i mama są lekarzami – to oni od najmłodszych lat rozbudzali we mnie zainteresowanie medycyną. Pokazywali mi na przykład, jak robić zastrzyki pluszakom. Później doszły do tego seriale medyczne i z czasem byłam już pewna: chcę zostać lekarzem.
Pochodzę z Krakowa, a wyprowadzka do Warszawy była dla mnie spełnieniem marzeń. Początkowo myślałam, że jest tu tylko jedna uczelnia medyczna, ale moi rodzice dowiedzieli się o UKSW. Od razu spodobało mi się to, że jest to miejsce przyjazne studentom, bez tłumów na roku, a sam kierunek lekarski dopiero się rozwijał. Pomyślałam: „To może być moja szansa”.
Nowe miasto, nowe otoczenie, nowy etap życia. Na początku czułam się niepewnie, ale wierzyłam, że podjęłam dobrą decyzję. Postawiłam wszystko na jedną kartę.
Już od pierwszych dni przekonałam się, że studia to zupełnie inny świat niż liceum. Pojawił się też stres: czy dam radę to wszystko pogodzić i ogarnąć? Pamiętam pierwszą rejestrację na WF, kiedy jeszcze nie wiedziałam, jak działa USOS. Na szczęście pomógł mi tata, który sam jest wykładowcą akademickim.
Pierwszego dnia zajęć – mimo że zwykle wszystko mam dokładnie zaplanowane – biegałam między budynkami, bo kompletnie nie orientowałam się jeszcze na kampusie przy ul. Wóycickiego. Najbardziej utkwiło mi w pamięci poszukiwanie Studium Języków Obcych.

W pewnym momencie stanęłam przed jednym z budynków i pomyślałam: „Nie, to chyba jednak nie tutaj”. Pisałam wtedy na grupie rocznikowej: „Pomóżcie, gdzie ja właściwie jestem?”.

Wydawało mi się, że z czasem stałam się bardziej zorganizowana, ale dosłownie dwa tygodnie temu przeżyłam bardzo podobną historię przed egzaminem z dermatologii. Wszystko było perfekcyjnie zaplanowane. Przyszłam wcześniej i czekałam pod salą 106. Minęła godzina, a nikogo nie było. Pisałam do znajomych, gdzie są, a wszyscy odpowiadali: „Przecież czekamy pod salą”. Gdy egzamin miał się zaraz rozpocząć, zaczęłam panikować. Weszłam do środka, a tam… egzamin z prawa. Dopiero wtedy sprawdziłam jeszcze raz szczegóły w USOS-ie i odkryłam, że sala 106 faktycznie się zgadza, ale znajduje się w zupełnie innym budynku. Wybiegłam stamtąd i dosłownie w ostatniej chwili dotarłam na właściwy egzamin. Mam nadzieję, że za dwa lata na egzamin końcowy trafię już bez problemu.
Same zajęcia okazały się zupełnie inne, niż sobie wyobrażałam. Już na pierwszym roku podczas biofizyki poznawaliśmy nowoczesne metody diagnostyczne. Prawdziwy przełom nastąpił jednak podczas pierwszych zajęć klinicznych. Od dziecka marzyłam o kontakcie z pacjentami i realnej pomocy drugiemu człowiekowi, więc możliwość zobaczenia tego wszystkiego z bliska była dla mnie niezwykle inspirująca.
Dziś mogę powiedzieć, że jestem całym sercem związana z UKSW. Spotkałam tutaj inspirujących wykładowców, życzliwych ludzi i przyjazną atmosferę. Nawet panie w dziekanacie zawsze witają studentów z uśmiechem i proponują kawę.
To, co szczególnie cenię, to ogromne wsparcie w rozwoju. Mogę angażować się w działalność naukową, wolontariat czy projekty realizowane we współpracy z organizacjami pozarządowymi. Uczelnia daje naprawdę wiele możliwości, ale jednocześnie zachęca, żeby samemu wnosić własne pomysły i inicjatywy.
Do koła naukowego trafiłam dzięki prof. Różańskiej-Walędziak, kierującej Katedrą Fizjologii i Patofizjologii. Już podczas pierwszego wykładu pokazała nam medycynę z niezwykle inspirującej perspektywy. Widać było, jak bardzo lubi swoją pracę i jaką radość sprawia jej dzielenie się wiedzą. To było zaraźliwe.
Medycyna jest wymagającym kierunkiem, ale dzięki takim osobom zaczęłam po prostu czerpać radość ze studiowania. Pani profesor zaprosiła mnie do koła naukowego Salus Aegroti. Pamiętam swoje pierwsze wystąpienie na konferencji naukowej. To był moment przełomowy. Musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu, zaprezentować wyniki pracy i odpowiadać na pytania uczestników. Dzięki temu zyskałam większą pewność siebie. Przez cały czas czułam też wsparcie pani profesor, która autentycznie cieszyła się z naszych sukcesów.
To właśnie ludzie, których tutaj poznałam, zarazili mnie również pasją do wspinaczki. Kiedyś ktoś rzucił pomysł: „Chodźmy wszyscy na ściankę”. Poszłam i od razu złapałam bakcyla. W ten sposób powstała też grupa znajomych, z którymi trzymam się do dziś.
W te wakacje jedziemy razem na praktyki do Rabki-Zdroju, a z inną grupą znajomych wybieram się na praktyki z chirurgii ogólnej do Zakopanego. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsca na letnią naukę.
UKSW to dla mnie przede wszystkim ludzie, którzy inspirują. To miejsce, w którym mogę rozwijać swoje pasje i realizować pomysły. Nie spotkałam się tutaj z gaszeniem inicjatywy – wręcz przeciwnie. Kiedy przyszłam do pani profesor z pomysłem stworzenia podcastu o zdrowiu, obawiałam się, że usłyszę: „Nie, to niemożliwe”. Tymczasem odpowiedź brzmiała: „Świetnie. Przygotuj konspekt i działamy”.
Wybrałam uczelnię z nowym wydziałem medycznym, daleko od rodzinnego domu. Dziś wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Gotowi na nową historię?
Rekrutacja już trwa! Chcesz przekonać się, jak potoczy się Twoja opowieść?
Bądź na bieżąco
Zaobserwuj nas na Instagramie
Dołącz do kanału nadawczego dla maturzystów i kandydatów na studia