Przejdź do treści

Zofia
prawo, V rok

Uniwersytet to zupełnie inny świat niż liceum

Gdy pięć lat temu zaczynałam studia na UKSW, nie wiedziałam czego się spodziewać. Trochę obawiałam się studiów, bo z perspektywy liceum wyglądało to jak coś zupełnie nowego. Wybrałam tę uczelnię, bo wiele osób mi ją polecało, a do tego ze względu na jej profil intuicja mówiła mi, że odnajdę tu dobre miejsce, w którym liczy się nie tylko nauka i rywalizacja, ale spotkam tu dobrych ludzi.  

Mimo to na początku czułam się niepewnie. Byłam tu sama, bo moi znajomi rozbiegli się po różnych uczelniach w całej Polsce. Do tego wahałam się między prawem i jeszcze jednym kierunkiem. Ale już pierwszego dnia, gdy uzupełniałam dokumenty rekrutacyjne, spotkałam moją koleżankę – Faustynę – która stała przed podobnym dylematem. Obydwie wybrałyśmy prawo. Wcześniej po prostu się znałyśmy, ale na studiach połączyła nas prawdziwa przyjaźń. Razem chodziłyśmy na wszystkie zajęcia i egzaminy.  

Uniwersytet to zupełnie inny świat niż liceum. Zachwyciłam się nim już na pierwszym roku. Zamiast 45-minutowych lekcji półtoragodzinne bloki zajęciowe. Wykładowcy mają zupełnie inne podejście niż nauczyciele w liceum. Nie zmuszają do nauki, trzeba zadbać o nią samemu. To bardzo uczy samodzielności, ale też pozwala nawiązywać relacje. Nie będę ukrywać, że prawo to dość wymagający kierunek, nauki jest dużo. Właśnie ona pomagała w zacieśnianiu znajomości. Pamiętam, że na ćwiczeniach z powszechnej historii państwa i prawa, gdy ktoś nie znał odpowiedzi na pytanie, musiał przyjść na dodatkowy dyżur, żeby uzupełnić wiedzę i ponownie odpowiedzieć. Wspólne czekanie na dyżur stało się naszą małą tradycją. Razem siedzieliśmy przed salą, wymienialiśmy się pytaniami, uczyliśmy się, nawet stresowaliśmy się wspólnie.   

 

Ta historia pokazała mi, że studia to nie jest nic strasznego, bo zawsze mogę liczyć na moich znajomych z roku. 

Dziś wszyscy widzimy, ile dały nam doświadczenia związane z tymi zajęciami. A przy tym nie kojarzą mi się wyłącznie ze stresem, ale też z dobrą zabawą. Podczas kilku ostatnich zajęć dr rPrzemysław Gawron zaproponował nam podzielenie się na grupy i przygotowanie krótkiego przedstawienia dotyczącego procesów karnych w średniowieczu.  Ludzie przebierali się, robili fryzury. Najciekawsza scenka? Chyba proces czarownic.  

Na trzecim roku trafiłyśmy z Faustyną na wykład, podczas którego profesor mówił o absurdach RODO w placówkach medycznych. Bardzo nas to zaciekawiło. Tak właśnie zaczęła się nasza historia z Kołem Naukowym Prawa Medycznego i Farmaceutycznego, które organizowało to spotkanie. Na początku doświadczyłam ogromnego wsparcia od dziewczyn działających w kole. Powiedziały nam, żebyśmy śmiało o wszystko pytały, prosiły o notatki, rady. “Wiemy, jak to jest, też byłyśmy na waszym miejscu”. Przez pierwszy rok pracy w kole naukowym uczyłam się, jak to wszystko działa. Byliśmy podzieleni na sekcje influencerów, naukowców i grafików. Zajmowaliśmy się popularyzacją nauki.  

W końcu nadeszła konferencja “W obronie Hipokratesa” (wtedy to była dopiero pierwsza edycja), podczas której miałam swoją pierwszą prelekcję. Już podczas przygotowywania referatu otrzymałam dużo wsparcia od dr Piotra Zakrzewskiego, z którym konsultowałam moją pracę. Gdy stałam przy mównicy, czułam duży stres, ale też ekscytację. Miałam poczucie, że to, co robię ma sens i jest ważne, a ja chciałam podzielić się z ludźmi moją wiedzą. Podczas całego wystąpienia pan doktor siedział na widowni i słuchał mojego wystąpienia. 

Jakiś czas po tej konferencji dziewczyny z zarządu zapytały mnie, czy chciałabym zostać prezesem i dalej prowadzić nasze koło. Zgodziłam się, zostałam wybrana i pełniłam tę funkcję przez następne dwa lata. Nadzorując wszystkie działania wciąż miałam w głowie obraz siebie na pierwszym roku i myśl, co wtedy chciałabym usłyszeć i co pomogłoby mi odnaleźć się na Uniwersytecie. Chciałam podzielić się z młodszymi studentami moim doświadczeniem, dać im od siebie to, co kiedyś sama otrzymałam.   

UKSW cenię właśnie za tę swobodną, rodziną atmosferę opartą na relacjach i wzajemnym wsparciu – pochodzącym nie tylko od studentów, ale także od wykładowców.

Na ćwiczeniach mogę zadać dużo pytań, porozmawiać z prowadzącym i dzięki temu dowiedzieć się nowych rzeczy.  

Dzięki studiom wiele nauczyłam się o sobie samej. Czasem widzę, że jestem zmęczona i nie dam rady “przerobić” wszystkiego. Daje też o sobie znać moje ambitne podejście. Ważne jest dla mnie zdanie wszystkich przedmiotów, a jednocześnie widzę, jak bardzo to jest nieistotne w perspektywie całego życia, czy nawet całej nauki. Dawniej moja nauka wiązała się z dużym stresem, ale udało mi się to zmienić. Wzięłam udział w warsztatach o zarządzaniu stresem, które organizowało Biuro Karier. Zyskałam więcej dystansu. Teraz mogę nawet powiedzieć, że po skończeniu studiów będę tęsknić za egzaminami i adrenaliną, którą dają. Idąc na egzamin zawsze mam świadomość, że są rzeczy, których nie wiem, ale uczyłam się i mogę dać z siebie wszystko.  

Widzę, jak wiele możliwości rozwoju dały mi studia. Będąc na piątym roku i kończąc tę przygodę czuję prawdziwą wolność i to jak wiele doświadczenia zdobyłam. Mimo to mam w sobie trochę niepewności. Będę tęsknić za UKSW, ale jednocześnie mam poczucie, że tych pięć lat dobrze przygotowało mnie na kolejne wyzwania. Zyskałam pewność siebie, umiejętność próbowania nowych rzeczy i sprawdzania siebie samej.   
 
Są trzy rady, które dałabym Zosi sprzed pięciu lat. Po pierwsze: uśmiechnij się. Po drugie: przyjmuj nowe wyzwania. Po trzecie: czas mega szybko płynie, więc po prostu czerp z niego jak najwięcej.   

Też możesz poczuć atmosferę, którą Zofia znalazła na UKSW.

Przyjdź na Dzień Otwarty
11 kwietnia, ul. Wóycickiego 1/3

Bądź na bieżąco

Zaobserwuj nas na Instagramie

Dołącz do kanału nadawczego dla maturzystów i kandydatów na studia