

KLAUDIA
matematyka

Na pierwszym roku zaspałam na jeden wykład – i tak zaczęła się naprawdę szczególna historia.

Matematyka to był mój upatrzony kierunek i szukałam uczelni, która będzie odpowiednia. Ważne dla mnie było, aby mieć dobre perspektywy po ukończeniu studiów, ale także to abym na uniwersytecie mogła zaangażować się w różne inicjatywy (np. w kole naukowym). Zależało mi po prostu, żeby dużo się działo. Znajomości, relacje – to też było dla mnie istotne. Mam koleżankę, która studiowała na UKSW inny kierunek i bardzo zachwalała mi tę uczelnię – więc stwierdziłam, że i ja spróbuję. Udało się.
Gdy przyjechałam na kampus Wóycickiego, bardzo spodobał mi się duży i nowoczesny budynek Auditorium Maximum. To jednak była spora różnica między szkołą, liceum, a uniwersytetem. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Gdy składałam dokumenty, poznałam już pierwsze osoby z mojego roku – dzięki temu dużo łatwiej było mi już potem przyjść na pierwsze zajęcia, czułam się pewniej.
Pamiętam pierwsze ćwiczenia. Aula 114 na pierwszy rzut oka skojarzyła mi się z salą kinową, a zajęcia bardzo mi się podobały. Prowadził je dr Krzysztof Rutkowski, który jest też opiekunem naszego koła naukowego. Zwróciłam uwagę na to, że na zajęciach nie było sztywno, prowadzący był nie tylko profesjonalny, ale też po prostu sympatyczny, towarzyski.
Lubię, gdy coś się dzieje
Trafiłam do koła naukowego „Inny Wymiar”, reaktywowanego wtedy przez studentkę – Matyldę, która stwierdziła, że spróbuje po latach odświeżyć formułę tej organizacji studenckiej i zrobić to „z przytupem”. Zainicjowała powtórki maturalne dla uczniów liceum i szukała ludzi, którzy pomogliby w tej inicjatywie. Początkowo czułam, że jeszcze nie jestem gotowa – dopiero co skończyłam liceum, a tutaj miałam prowadzić wykład! Ale Matylda pod koniec pierwszego roku zachęciła mnie, zobaczyła we mnie potencjał. Wyszło tak, że po niej to ja zostałam przewodniczącą naszego koła.
Bardzo lubię, gdy coś się dzieje – nie znoszę nudy. A w Kole Naukowym zdecydowanie jej nie ma. Robimy bardzo wiele: nie tylko powtórki maturalne oraz wykłady dla licealistów, ale też organizujemy seminaria, spotkania, w których sami uczestniczymy. Takie przedsięwzięcia sprawia mi dużą przyjemność, ale też stanowią fajne wyzwanie. To bardzo ciekawy suplement do studiów matematycznych, który pozwala mi się spełniać.
Wykładowcy
Na naszym wydziale wśród profesorów jest wiele osób, z którymi można porozmawiać w relacji człowiek-człowiek, a nie „wielki profesor-numer w indeksie”. To dla mnie ważne, dzięki temu nie boję się o nic zapytać. Uczy nas też wielu młodych naukowców, z nowoczesnym podejściem – dobrze nam się rozmawia i to sprawia, że uczymy się więcej. Ale starsi profesorowie też są super. Pamiętam, jak na pierwszym roku jeden z nich…

Pamiętam, jak na pierwszym roku jeden z nich chciał docenić nas za obecność na nieobowiązkowym przedmiocie, który wykładał – i podpowiadał nam, co może pojawić się na egzaminie: „Pani Klaudio, niech pani teraz słucha, bo to jest takie super zadanie, no… takie akurat na egzamin”.

Takie indywidualne podejście bardzo dużo zmienia. Jest możliwe też dzięki temu, że pracujemy w mniejszych grupach. Wykładowcy wszystkich kojarzą, my mobilizujemy się do odpowiadania na pytanie, nawet gdy nie do końca znamy odpowiedź, bo jednak nie ma efektu 50-osobowego tłumu, z którego zgłaszają się tylko chętni. Można wtedy szybko zmobilizować się do uzupełnienia wiedzy czy poprosić o wytłumaczenie jakiegoś zagadnienia.
Szczególna historia
A w tych grupach zawiązują się relacje między nami, studentami. Już na drugim roku wykształciło się grono przyjaciół, które trwa do dzisiaj – jeździmy nawet razem na wakacje. Ale jest jedna szczególna historia, którą chciałabym Wam opowiedzieć. Na pierwszym roku trochę zaspałam na jeden wykład i stwierdziłam, że już nie będę na niego szła, tylko pojadę dopiero na ćwiczenia. Zdarzyło się akurat, że mój kolega z roku, który był w innej grupie, też nie zdążył na te zajęcia. Akurat wtedy udało się nam porozmawiać, poznać. Od rozmowy do rozmowy sprawy tak się potoczyły, że w lipcu tego roku bierzemy ślub!
Chcę zostać na UKSW
Nie wyobrażam sobie już, że mogłabym żyć bez matematyki – ciekawi mnie praca naukowa, ale w tym wszystkim też ważny jest dla mnie kontakt z drugim człowiekiem. Zapisując się na te studia, chciałam iść w stronę pedagogiczną, uczyć innych ludzi. Ale zależało mi na tym, żeby pracować z ludźmi, którzy chcą się uczyć matematyki, a nie tylko przychodzą na lekcję, a pod nosem mówią „o Boże, znowu matma i zajęcia z tą nauczycielką”. Więc pomyślałam, że może studenci będą chcieli pokochać matematykę. Tak zaczęło się myślenie o dalszym rozwoju – doktoracie. Kończę już studia magisterskie i chciałabym zostać na UKSW, żeby dalej się rozwijać.
Co daje mi matematyka? Chyba najlepsza jest satysfakcja z wyniku, gdy w końcu coś mi wyjdzie, albo jak już rozumiem i potrafię to odtworzyć, przekazać dalej, czy po prostu wykorzystać później w innych problemach. Choć czasem w trakcie pisania pracy magisterskiej nachodziło mnie przemyślenie „kurczę, po co my to wszystko liczymy?”. Ale mój promotor powiedział mi coś wyjątkowego: że wiele było takich przypadków w matematyce, że ktoś coś policzył, nie wiadomo w ogóle po co, ale za 200-300 lat okazało się, że ta wiedza może zmienić świat. Na przykład dane równanie różniczkowe będzie podstawą działania maszyny, która pomaga ratować ludzkie życie w szpitalu. Więc liczę – czasem nie do końca wiem po co, ale być może pomogę komuś w przyszłości? Słowa profesora chyba będą moją maksymą już do końca życia.

Gotowi na nową historię?
Twoja opowieść też może potoczyć się w naprawdę niespodziewany sposób!
Rekrutacja trwa
Bądź na bieżąco
Zaobserwuj nas na Instagramie
Dołącz do kanału nadawczego dla maturzystów i kandydatów na studia